CO ZROBIĆ ABY DZIEWCZYNA MNIE RZUCIŁA. Siema mam problem, mam od niespełna miesiąca dziewczynę, ale nie mogę się z nią za często spotykać bo dość daleko mieszka, męczy mnie taki związek na odległość, uważam iż to nie wypali, nie chcę jej zranić bo jest bardzo przewrażliwiona, powiedzcie co mam zrobić aby ona ze mną zerwała.
Tłumaczenia w kontekście hasła "przeze mnie kobieta" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ścigana przeze mnie kobieta odnalazła drogę.
– Wszyscy obwiniają mnie, że powiesiła się przeze mnie. Ale to nie moja wina! – mówi. Dziewczyna nie żyła /5 Nastolatka powiesiła się z miłości! Damian Burzykowski / Fakt
Jeśli trafiłeś na Rolnik Polska to los polskiego rolnictwa nie jest Ci obojętny. Rolnik Polska to portal dla wszystkich osób zainteresowanych tematyką rolnic
odpowiedział (a) 16.10.2011 o 13:49: Moje odczucia są zależne od sytuacji w której płacz został spowodowany. Mogę być faktycznie temu winien albo kobieta po prostu znalazła kolejny powód, by wzbudzić we mnie litość. Zdarzyło się tak, że przeze mnie płakała.
Ta dziewczyna mnie rozbrajała. Nawet jak coś do niej miałam, to po takiej kolacji wszystko wybaczałam. Dzięki niej jadłam też kiełbaskę pieczoną na żarówce (sic!) i ciasto robione więziennym patentem. Gospodynie domowe wiedzą, że wyczarowanie ciasta bez piekarnika jest nie lada wyzwaniem.
VajizB. zapytał(a) o 23:41 Co oznacza gdy dziewczyna często płacze z powodu chłopaka? Co zrobić, aby wiedziała, że ma we mnie oparcie i może na mnie liczyć? Chodzi dokładnie o moją dziewczynę. Dziś napisała mi wprost, że jeszcze przez nikogo tak często nie płakała, jak przeze mnie. Problem w tym, zę zawsze skrywała to w sobie, a ja nawet nie wiedziałem, ze coś się takiego dzieje. Czasem nie potrafię jej zrozumieć, zmienia swoje humorki kiedy ma ochotę, 5dni jest [CENZURA]*, potem 5 dni obrażona i smutna., potem znów ok i tak w kółko. Ciągle mówi mi, że jej nie rozumiem, i że nie będzie mi ciągle tłumaczyć o co jej chodzi ( tylko, że ja czasem nie potrafię się domyślić o co chodzi to dla mnie trudne, a ona mi nie powie tego wprost...)Co dokładnie może oznaczać, że dziewczyna płacze przez chłopaka? Czy nie może już z nim wytrzymać, czy to oznaka tego, że bardzo mnie kocha i jest jej ciężko, że ją zraniłem? Jak interpretować takie sytuacje oraz jak z sobie z nimi radzić? Co zrobić aby moja dziewczyna WIEDZIAŁA, że ma we mnie oparcie i MOŻE NA MNIE LICZYĆ?Dzięki wszystkim za rady :) Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 01:59 no najlepiej szczera rozmowa i przytulaki :) siedz z nia spokojnie w pokoju i nie odzywaj sie, niech Ci się w spokoju wyzali, wyplacze, moze jej przejdzie. Musisz ją sam jakoś przekonać, ze ma w Tobie oparcie. I spróbuj bardziej zwracać uwagę co robisz, gdy wyczuwasz, ze ona znow wpade w te swoja czarna rozpacz... przemysl swoje zachowanie i sprobuj to zmienic. :) Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Opowiadania Muza Wydawnictwo: Muza Oprawa: Twarda Opis Opowieść o Dorze Maar (1907-1997), modelce i kochance Pabla Picassa, słynnej malarce i fotografce, odrzuconej przez kapryśnego emocji powieść o kobiecie, która w imię miłości była zdolna do w Paryżu kubańska pisarka przygotowuje powieść o Dorze Maar, jednej z najbardziej utalentowanych artystek doby surrealizmu do chwili, gdy w jej życiu pojawił się Pablo Ruiz kochanką, muzą, a w końcu ofiarą genialnego malarza. Inspiracją dla pisarki staje się kilkudniową podróż Dory do Wenecji, w towarzystwie Bernarda Minoret i Jamesa Lorda. Podróż ta stanie się punktem zwrotnym w życiu Dory. Po powrocie z Wenecji do Paryża usunie się ze świata i zamknie na zawsze w swoim paryskim Valdés (ur. 1959 w Hawanie), kubańska pisarka, poetka i krytyk filmowy, z wykształcenia filolog. W latach 1984-88 pracowała w delegacji kubańskiej dla UNESCO w Paryżu. Była także edytorką magazynu "Cine Cubano".Mieszka z mężem i córką w Paryżu. Opublikowała 5 tomów wierszy i 22 powieści, opowiadania i książki dla dzieci. Jej książki były tłumaczone na ponad trzydzieści języków, spotykając się z nadzwyczajnym przyjęciem ze strony krytyków i Polsce ukazały się dotychczas 3 powieści: Oddałam ci całe życie (1999),Cud w Miami (2004), Piratki z Karaibów (2010).Dora Maar (1907-1997; z Picassem 1936-1944); prawdziwe nazwisko Henriette Theodora Markovitch, pół Francuska, pół Chorwatka. Utalentowana artystka i fotografka, ikona surrealistów (fotografował ją Man Ray). Otaczała ją nieco tragiczna aura - jak sądził Picasso, przede wszystkim dlatego, że nie mogła mieć dzieci. Po rozstaniu do końca życia pozostała samotna, żyjąc w otoczeniu zakurzonych pamiątek po Picassie. Szczegóły Tytuł Kobieta, która płacze Tytuł oryginału La Mujer que Llora Podobne z kategorii - Opowiadania Darmowa dostawa od 199 zł Rabaty do 45% non stop Ponad 200 tys. produktów Bezpieczne zakupy Informujemy, iż do celów statystycznych, analitycznych, personalizacji reklam i przedstawianych ofert oraz celów związanych z bezpieczeństwem naszego sklepu, aby zapewnić przyjemne wrażenia podczas przeglądania naszego serwis korzystamy z plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki lub zastosowania funkcjonalności rezygnacji opisanych w Polityce Prywatności oznacza, że pliki cookies będą zapisywane na urządzeniu, z którego korzystasz. Więcej informacji znajdziesz tutaj: Polityka prywatności. Rozumiem
Dwa i pół roku studiów, rozpoczęty drugi fakultet. Miliony matek, ojców i sąsiadek, pochylając się nad swoim pacholęciem zastanawia się „dlaczego on, qwa, tak płacze?”. No to ja wam powiem. Zanim podetniecie sobie żyły albo wyskoczycie z okna, zanim zajedziecie na Amen szumisia, suszarkę a You Tube da wam bana na najbliższe sto lat. Zwłaszcza jeśli jesteście młodymi rodzicami i od kilku dni/nocy szorujecie szczęką panel ze zmęczenia. Poniżej przetłumaczone dziecięce płacze, opracowane na podstawie miesięcznych badań nad obiektem #2. Płacz* Cycki. * Gdzie są cycki? Jeść, jeść, jeść! Cycki, cycki, cycki! Jest! Procedura namierzania na sutek rozpoczęta. Gdzie jest do cholery sutek? Nie mogę trafić! Ubieranie. Level: Wkładanie przez głowę. * Co się dzieje? Ciemność, widzę ciemność! Czy ja umieram? – RYK – Widzę światełko w tunelu. Żegnaj mamo… O… Mamo? To ty tutaj jesteś? To tylko body? No przecież wiedziałam… Kąpiel. * Topią! Mamo topią mnie! Ja nie potrafię pływać! Mam kroplę wody na brzuchu! Mamo ja nie chcę! Ooo… To jest przyjemne. Zrobiłam siku. Serio, będziesz mnie kąpała dalej w tych sikach? Kupa. * Zrobiłam kupę. Jak to nie wiesz dlaczego płaczę? Przecież mówię, zrobiłam kupę. KU-PĘ. No i co z tego, że przebierałaś mnie dwie minuty temu? Jak to nie ma sensu sprawdzać pieluchy? Tam jest KU-PA. Uj z tym, że wielkości paznokcia. Przeszkadza. Uwiera. Odparzy moje pośladunie. To boli. Bardzo, bardzo boli. Mamo, ja nie czuję nóg! Siku. * Matka! A dużo ci zostało jeszcze spodenek? Bo wylało mi się z pieluchy. Tak, znowu… Tęsknota. * Mamo? Jesteś tu? Mamo? Mamusiu? Jezu, porwali mi mamę. Mamooo! – RYK- O… Już wróciłaś? Jak to byłaś się tylko wysikać? Jak to nie zdążyłaś przeze mnie umyć rąk? Wcale się nie darłam jak twierdzisz. Płakałam tylko troszkę. Nie dotykaj mnie tymi rękami! Nie dotykaj, powiedziałam… Kawa. * Kawa? Chyba czuję kawę. Mama lubi zimną więc poczekam z nią, zajmę czymś. A szkoda bo miałam już iść spać… Praca. * Chyba słyszę laptopa… To znaczy, że mamie się nudzi. Pora wstać i się nią zająć ! Kangurowanie. * Mam pokangurować z tatą? Skoro muszę… O! Cycki! Fuuuuj, qwa, co to jest? Ale że jak nie ma w tym mleka? I co to za habazie na klacie? Po co ci w ogóle cycki człowieku? I zdejmij ten sweter! Samotność. * Mamooo! Mamo co robisz? Acha, no to rób sobie dalej ten obiad. Mamooo! Co robisz? No i co z tego, że wołałam pięć minut temu. Jak to, nie zdążyłaś w tym czasie zrobić obiadu? Ale mi jest tutaj tak smutno, nudzi mi się. Ponosisz mnie na rączkach? Chyba jedna ci wystarczy do obierania ziemniaków? Kolka. * O, coś mi jeździ w brzuchu. To całkiem przyjemne. Czekaj, a jeśli to rak? On na bank wpier*oli mi wątrobę. Jak ja będę żyć bez wątroby? Tatuś mówi, że silna wątroba to podstawa. Mamo, ja nie chcę mieć raka! O… Chyba właśnie wyleciał z pośladków. To nie rak. Przecież mówiłam, że bąk. Jest jeszcze najgroźniejsza odmiana płaczu o nazwie SNCC (Sama Nie Wiem Czego Chcę). W skrócie: jestem kobietą. matka-nie-idealna Matka Nieidealna. Pisząca z dystansem do macierzyństwa i nutką autoironii. Wszystko co przeczytasz na blogu pisane jest z małym przymrużeniem oka.
Jeńców zamknięto w murowanej stodole. Było ich 1016 – przeżyło jedenastu, wśród nich Romuald Bąk, Żyd z Polski. W połowie września tego roku uczestniczył w uroczystościach 75. rocznicy zbrodni w majątku Isenschibbe na przedmieściach Gardelegen w Saksonii-Anhalt. Prezydent RFN Frank-Walter Steinmeier cytował jego słowa: „Wszędzie był ogień. Ludzie płakali, krzyczeli, jęczeli, wołali o pomoc”. W uroczystościach brał również udział drugi z ocalonych, Edward Antoniak z Wielunia, na który we wrześniu 1939 r. spadły pierwsze niemieckie bomby. Gdy kończyła się wojna, hitlerowcy likwidowali obozy koncentracyjne. Więźniów pędzili w marszach śmierci do centralnych rejonów Rzeszy. Chcieli „uratować” siłę roboczą, licząc na to, że cudowna broń Hitlera odmieni losy wojny. W marszach śmierci zmarło tysiące zamęczonych i wygłodzonych ludzi. Przez Gardelegen pędzono jeńców z obozów koncentracyjnych Neugamme i Mittelbau-Dora. Gdy wieczorem 13 kwietnia 1945 r. wchodzili do stodoły w Isenschibbe, słyszeli kanonadę stojącej w pobliżu amerykańskiej artylerii. Na słomie wypełniającej wnętrze układali się do snu. Wolność była tuż-tuż. Niemcy podpalili słomę. Gdy jeńcy tłumili ogień, strażnicy z Wehrmachtu i SS znów go rozniecali, strzelali do ludzi, rzucali granaty zapalające. Zamknęli wrota stodoły i zaryglowali. Pomagali im mieszkańcy Gardelegen. Stojąc na zewnątrz, musieli słyszeć krzyki ludzi ginących w ogniu. Rano mieszkańcy miasteczka chcieli zatrzeć ślady zbrodni. Nie zdążyli. Weszli Amerykanie. Melchior Wańkowicz, któremu Romuald Bąk opowiadał o tym, co przeżył, zapisał, że gdy zorientowali się, co zaszło, przyprowadzili mężczyzn z Gardelegen. Kazali im wyjmować ze stodoły spalone ciała, zawijać w białe płótna, całować, chować w zbiorowej mogile. Stworzyli w Gardelegen cmentarz ofiar. * * * Po wojnie miasteczko było w NRD. Jej władze powołały tam miejsce pamięci. Odsłonięto pomnik, przy którym 13 kwietnia każdego roku odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary. Pandemia przesunęła je w tym roku na wrzesień. Frank-Walter Steinmeier mówił: „Ci, którzy zamordowali tu ponad tysiąc osób, to byli Niemcy. Jako prezydent Niemiec w głębokim smutku i pokorze chylę czoła przed ofiarami. Większość z nich do dziś jest bezimienna. Pochodzili z całej Europy. W wielu krajach nadal trwa ból, do dziś czują go rodziny ofiar”. W uroczystości uczestniczyły Agnieszka Śliwińska, germanistka z Polski, i Swenja Granzow-Rauwald, politolożka z Niemiec, wnuczki ofiar nazistowskich zbrodni. Dziękując im za przybycie, prezydent Steinmeier mówił: „Wszystkich bliskich ofiar pragnę zapewnić: my, Niemcy, jesteśmy głęboko wdzięczni za dłoń wyciągniętą do nas w geście pojednania przez naszych sąsiadów i potomków ofiar. Jesteśmy świadomi naszej odpowiedzialności i chcemy jej sprostać”. W 1945 r. Władysław Śliwiński miał 25 lat. Był więźniem Sachsenhausen i Neuengamme. Zmarł podczas marszu śmierci 11 kwietnia 1945 r. w okolicach Gardelegen. Datę śmierci i miejsce pochówku udało się Agnieszce Śliwińskiej ustalić dopiero w ubiegłym roku. Pomógł jej Ośrodek Karta, a głównie Międzynarodowa Służba Poszukiwań działająca w Bad Arolsen, gromadząca dokumentację ofiar nazistowskich prześladowań. Więźniem KZ Neuengamme był również dziadek Swenji Granzow-Rauwald, niemiecki Żyd. Jego wnuczka działa dziś w multimedialnym przedsięwzięciu „#WaswillstDutun?”, zajmującym się dokumentacją losów rodzin w czasach nazizmu. Przewodniczy międzynarodowej organizacji Amicale Internationale KZ Neuengamme. Prezydent Steinmeier podkreślał: „To ważne, abyśmy pamiętali. Abyśmy podtrzymywali pamięć o zbrodniach, o których dziś zbyt wielu Niemców nic nie wie. Gardelegen (…) jest symbolem wszystkich zbrodni, których Niemcy dopuścili się w ostatnich tygodniach i dniach wojny. Mordowali do ostatniej chwili, w samym środku Niemiec, wszędzie w Niemczech”. Mówił, że sprawcami zbrodni w Gardelegen i wielu innych miejscach byli też cywile, policja i volkssturm, do którego należeli starcy i prawie dzieci. Dodając, że znani są Niemcy, którzy sprzeciwiali się zbrodniom, przyznawał, że było ich niewielu. Podkreślał, że po wojnie liczni winowajcy uniknęli kary. Nigdy nie stanął przed sądem jeden z głównych sprawców masakry w Gardelegen. * * * Frank-Walter Steinmeier przypominał o konieczności pamięci i otwartej dyskusji o nazistowskich zbrodniach. Rozmawiają o nich uczniowie gimnazjum w Gardelegen, noszącego imię Sophie i Hansa Schollów, rodzeństwa studentów, którzy w 1943 r. zostali straceni za działalność w antynazistowskiej grupie „Biała Róża”. Zakładali ją rok wcześniej w Monachium. Dziś w szkole w Gardelegen działa Koło Zainteresowań „Kamienie Pamięci”. „Trzeba wiedzieć i wiedzę przekazywać w przyszłość. Pamięć o przeszłości nie jest brzemieniem. Stanie się brzemieniem, jeśli ją zakłamiemy” – mówił prezydent Steinmeier. Podkreślał, że dziś, gdy także w Niemczech są podważane demokracja i państwo prawa, gdy „autorytarne, a nawet volkistowskie myślenie wykazuje nową uwodzicielską siłę”, gdy dochodzi do zamachów dokonywanych przez grupy neonazistowskie i skrajnie prawicowe, obowiązkiem każdego człowieka, wynikającym z poczucia odpowiedzialności, jest zwalczanie wszelkich przejawów antysemityzmu i nienawiści rasowej, angażowanie się na rzecz demokracji i godności każdego człowieka. Dodawał: „Dziś musimy zdać ten egzamin wobec następnych pokoleń, musimy go zdać dla nich, dla młodych, którzy powinni wiedzieć, jakie cierpienia i krzywdy sprowadziły na Niemcy i Europę dyktatura, nienawiść rasowa i nacjonalizm”. W miejscu pamięci Feldscheune Isenschibbe w Gardelegen otwarto nową placówkę dokumentacyjno-edukacyjną. * * * W kwietniu 2005 r. przyszła do redakcji „Kuriera” grupa szczecińskich harcerzy. Opowiadali, że wrócili z Gardelegen, gdzie uczestniczyli w uroczystościach 60. rocznicy zbrodni. Wówczas była to Wielkanoc. W Isenschibbe zginął brat mamy jednego ze szczecinian. Miejsce jego śmierci i pochówku udało się ustalić dopiero w 1972 r. Został ekshumowany i przewieziony do rodzinnej wsi pod Krakowem. Jego siostra chciała zobaczyć miejsce, gdzie zginął. Zawiózł ją tam syn, pojechali harcerze. Nazajutrz po rocznicowych uroczystościach Cornelia Ahlfeld pisała w dzienniku „Volksstimme”: „Niska, białowłosa kobieta stoi przed pomnikiem. Nie rozumie żadnego słowa po niemiecku, ma 92 lata i płacze. Po wielu latach jest tu, gdzie 13 kwietnia 1945 roku został zamordowany jej brat, Władysław Opioła. Mówi, że nie czuje nienawiści, że ma tylko łzy dla swojego brata. Ściska dłonie ludziom, wdzięczna za współczucie, za smutek Niemców”. Szczecińscy harcerze opowiadali o swych niemieckich rówieśnikach z Gardelegen, którzy przyszli na uroczystość z transparentem: „13 kwietnia 1945 roku był najczarniejszym dniem w historii naszego miasta”. Bogdan TWARDOCHLEB PS Po rozmowie z harcerzami długo zbierałem materiały do artykułu o zbrodni w Gardelegen. Oglądałem porażające zdjęcia, które w Isenschnibbe zrobili amerykańscy żołnierze. Nie umiałem znaleźć słów, by opisać to, co tam się stało. Byłem bezradny. Nie napisałem artykułu. (
W artykule: Denerwuje Cię płacz Twojego dziecka? Ja też kiedyś to przeżywałam. Aż do chwili, kiedy odkryłam, o co w tym tak naprawdę chodzi i co z tym zrobić. Chcę się podzielić z Tobą czymś, co odkryłam u siebie jakiś czas temu — a co mnie zdziwiło: dlaczego czasem reaguję złością na płacz któregoś z naszych dzieci. To przez nich się złoszczę! Kiedyś sądziłam, że to jest naturalne i nic nie da się z tym zrobić. Skoro dziecko krzyczy i płacze, a ja chcę w danej chwili spokoju, to mam prawo do złości i to oczywiste, że ją przeżywam. W moich myślach nacisk położony był na to, że złość płynie z zewnętrznych okoliczności życia, w jakich się znajduję. Przykładowo: chciałam poczytać książkę, a nagle ktoś zaczyna krzyczeć i płakać, dlatego czuję złość, nie mogąc zrobić tego, co chciałam. Albo denerwuję się, bo kolejny raz synowie się pokłócili i któryś z nich płacze, a ja przecież tyle razy już im mówiłam, że tak się zwykle kończą ich zaczepki. Myślałam: Gdyby oni zachowywali się inaczej, ja mogłabym pozostać spokojna! Przyczyn mojej złości upatrywałam w zewnętrznym świecie. W tym wypadku było to konkretne zachowanie dziecka i to, jakie okoliczności życia mi „zgotowało” swoim działaniem. Oczywiście – ja “mam prawo” do swojej złości! Każda emocja jest ok i nie ma sensu jej wartościować, bo w ten sposób robimy krzywdę sami sobie. To nie sama złość stanowi jakikolwiek problem – ona jest naturalnym, ważnym i potrzebnym elementem naszego życia! Warto tylko pamiętać, że moje emocje tworzą się we mnie (a Twoje tworzą się w Tobie). Obwinianie świata i ludzi wokół nas za ich pojawienie się, nie jest prawdą o tym, co się dzieje. Ponadto – upatrywanie ich przyczyn wyłącznie w świecie zewnętrznym sprawia, że nic nie mogę z tym zrobić. Skoro denerwuje mnie płacz dziecka to tak po prostu jest i dopóki ono nie przestanie płakać, ja nic nie jestem w stanie z tym zrobić. W pewnym momencie jednak doznałam olśnienia, o co tak naprawdę mi samej chodzi. Co chcę dać moim dzieciom? Zaczęłam się zastanawiać – skoro dziecko płacze, ponieważ się przewróciło i coś je boli, dlaczego ja czuję irytację? Dlaczego nie mam wtedy ochoty go przytulać i pocieszać? Wprost przeciwnie – zaczynają pojawiać się u mnie myśli: Myślałam: Nie będę ich teraz pocieszać, nie będę za nimi chodzić, nie będę ich przytulać. Sami wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Tego typu myśli chodziły mi po głowie i towarzyszył im żal, niechęć, irytacja i złość. Sama byłam zdziwiona tym, jak się czuję i co się we mnie dzieje! Nie za bardzo mi się to wszystko podobało i długo zastanawiałam się, co z tym zrobić. W pewnym momencie pojawiło się w mojej głowie pytanie: Kiedy jedno z naszych dzieci płacze, jaka jest moja pierwsza rola jako rodzica? Czy to jest moment na wychowywanie? Czy to jest moment na pokazanie, że to ja mam rację? Czy chcę wtedy im udowadniać, że warto było mnie słuchać? Czy chcę chodzić naburmuszona, kiedy jego coś boli? Czy to jest rzeczywiście rola, którą chcę przyjąć w chwili, kiedy ono cierpi? Nie. Kiedy któreś z naszych dzieci płacze, chcę być towarzyszem, dać mu wsparcie, bezpieczne środowisko do tego, żeby się wypłakało, odzyskało siły, spokój i zasoby do poradzenia sobie z daną sytuacją. Dopiero później jest czas na szukanie rozwiązań i wyciąganie wniosków z tego, co się stało. Tego tak naprawdę pragnę. To był pierwszy krok: uświadomienie sobie, czego chcę w takich sytuacjach i jasne nazwanie tego. Później poszłam o krok dalej. Denerwuje mnie płacz dziecka – dlaczego? Skoro tego chcę, to dlaczego robię inaczej? Dlaczego towarzyszą mi zupełnie inne myśli, kiedy ma miejsce taka sytuacja? Dlaczego wtedy pojawia się niechęć do towarzyszenia, dawania wsparcia, a nie to, czego pragnę, kiedy jestem spokojna? Dlaczego wtedy nie ma we mnie gotowości do tego, aby być przy nim? Skąd to się bierze? Wtedy doznałam olśnienia. Zaczęłam mówić sama do siebie: Wiesz, o co w tym chodzi, Agnieszko? O to, że ty tę całą sytuację rozpatrujesz jako atak na ciebie. Widzisz to przez pryzmat samej siebie, a nie tego, co w tym momencie dzieje się z twoim dzieckiem! Moment, w którym dziecko się przewróciło i płacze lub kiedy jeden z naszych synów popchnął drugiego, lub kiedy zabawa skończyła się w nieprzyjemny sposób, postrzegałam przez pryzmat samej siebie i tego, co ta sytuacja znaczy dla mnie, a nie dla nich. Myślałam: Przecież ich ostrzegałam, że tak to się skończy. Trzeba było mnie posłuchać. Tłumaczyłam im to już tyle razy. Wkurza mnie to, że ciągle ktoś płacze. Przeszkadza mi to. Zabiera mi to czas, który miałam przeznaczyć na coś innego. Mnie, mi, ja: wszystko, co myślałam, dotyczyło mojej osoby. Wszystkie interpretacje, które wtedy pojawiały się w mojej głowie dotyczyły mnie. Nie tego, że dziecko w tym momencie cierpi, że je boli i że mnie potrzebuje. Kiedy patrzymy na jakieś wydarzenie, w naszym umyśle natychmiast następuje interpretacja tego, co się dzieje. Nasz mózg musi nadać znaczenie danej sytuacji, odpowiadając na pytanie: co tutaj się aktualnie dzieje? O co tutaj chodzi? Ponieważ mózg jest egocentryczny, w naturalny sposób nadaje interpretacje przez pryzmat nas samych. Stąd zwykle pierwsze pytanie, na które odpowiada brzmi: Co to wydarzenie znaczy dla mnie i co mam z tym zrobić? Co to znaczy dla mnie, a co dla dziecka? Moje interpretacje płaczu dziecka nie dotyczyły tego, co dzieje się z nim, ale tego, jak mnie to dotyka, jak mi przeszkadza, wkurza i zabiera czas. Czasem dochodziła jeszcze do tego myśl, że miałam rację i że “dobrze mu tak” – niech się przekona, że tego typu zabawy kończą się tak, jak mówiłam. Oczywiście nieco wyolbrzymiam to, co się we mnie działo, aby pokazać Ci, jak absurdalne jest to, żeby rozpatrywać cierpienie i ból dziecka przez swój pryzmat. Jest to z jednej strony naturalny dla człowieka sposób funkcjonowania, ale z drugiej – nie służy on naszym relacjom. Nie służy też wychowywaniu dzieci tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego to ważne, aby ćwiczyć u siebie umiejętność wychodzenia z pierwszej narzucającej się nam interpretacji. Taki sposób interpretowania ma rację bytu wtedy, kiedy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Wtedy musimy ocenić, jaka jest skala zagrożenia i jak powinniśmy na nie zareagować. Jednak większość sytuacji z naszego rodzicielskiego życia to nie są sytuacje alarmowe. Dopóki żyję w świecie wyłącznie takich interpretacji, nigdy nie będę w stanie dać wsparcia drugiej osobie. To dotyczy zarówno dzieci, jak i wszystkich pozostałych ludzi wokół mnie. Jeśli zachowaniu drugiej osoby nadaję znaczenie przez pryzmat tego, co mi to robi i jak mnie dotyka, nie będę w stanie jej towarzyszyć. Nie będę mogła jej pomóc ani ją wesprzeć. Bo to tego konieczna jest ciekawość drugiego człowieka i tego, co się dzieje u niego. A nie ma na nią miejsca, kiedy kręcimy się wokół siebie. Chcę, aby w moich działaniach wobec dzieci chodziło o nie, a nie o mnie. Chcę je wspierać, towarzyszyć im, uczyć tego, co mogę je nauczyć i tego, co jest im potrzebne. One nie są odpowiedzialne za moje potrzeby czy moje samopoczucie. Jeśli będę od nich oczekiwać, by sprawiały, że czuję się dobrze, nigdy nie będę gotowa, by im naprawdę służyć. A to jest mój cel na bycie rodzicem, bycie mamą. Co więc warto z tym zrobić? Ucz się dbać o swoje potrzeby. Dlatego tak ważne jest uczenie się dbania o moje potrzeby w inny sposób niż “wykorzystując” do tego moje dzieci. Służenie i pomaganie im opiera się na tym, jak się czuję i na ile “pełna” ja sama jestem. Nie jest to więc “nalewanie z pustego dzbana”, ale dbanie o to, by on był pełny, aby następnie przekazać to, co w nim jest, moim dzieciom. 2. Ćwicz tworzenie nowych interpretacji. Zacznij zadawać sobie pytanie: Co takiego to wydarzenie znaczy dla niego, dla mojego dziecka, a nie dla mnie? Co się wydarzyło w jego świecie? Jak on rozumie i przeżywa to, co się stało? Dzięki temu coraz częściej będziesz postrzegać jego płacz przez pryzmat tego, co się dzieje w życiu malucha, a nie co ten płacz znaczy dla Ciebie. Te dwa kroki zmieniły zupełnie moje funkcjonowanie w tym temacie. Dziś w większości sytuacji, kiedy stykam się z płaczem moich dzieci, jestem w stanie zachować spokój i naprawdę je wspierać. Powyższe wyjaśnienie jest tylko jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie: Dlaczego denerwuje mnie płacz dziecka? Jeśli często doświadczasz obniżonego nastroju, smutku, przygnębienia, irytacji na to, co i jak robi dziecko – warto skorzystać z pomocy specjalistów (terapeuty lub psychologa), aby dać samemu sobie wsparcie, którego potrzebujesz.
dziewczyna przeze mnie płacze